Janus

Janus

Description / Opis

2016 - ongoing. C-type prints on dibond, aluminium frames, 2 x 80cm x 80cm x 5cm.

Janus, the ancient Roman god of transitions, bridges and every kind of beginning. With one face looking toward the past and the other turned to the future, he stand between those two spaces.

Series of paired photographs. Each pair shows the interior and exterior view of the same window. Each window is from a different location. The buildings are not selected at random. They are all in transition, suspended between their past and their future.

2016 - trwający. Lightjet C-type prints na dibondzie, ramy aluminiowe, 2 x 80 cm x 80 cm x 5cm.

Janus, staroitalski bóg przejść, bram, mostów i wszelkich początków. Z jedną twarzą patrzącą wstecz i drugą zwróconą w przyszłość, tkwi pomiędzy jedną przestrzenią a drugą.

Cykl prac - par fotografii - ukazuje różne otwory okienne. Każda z par - wewnętrzny i zewnętrzny widok tego samego okna. Wybrane budynki tkwią w zawieszeniu pomiędzy ich przeszłością a przyszłością.

Janus: Synagoga (PL)

Poznań, ul. Wroniecka 11a, wrzesień 2016

Idąc Stawną w cieniu niedawno powstałego hotelu Puro, dobrze wkomponowanego w zabudowę starego miasta, odczuwa się ciężar. Od drugiej strony ulicy przytłacza brzemię siedzącego kolosa, który nie może się podnieść. I choć zrośnięty z tą ziemią od 1906 roku, emanuje wyobcowaniem.

Pod szarym chropawym naskórkiem tynku niknie dawna tożsamość synagogi, uwięziona w zbitkach skonfliktowanych warstw architektury i historii. Podczas II wojny światowej odarta ze skóry i przerobiona przez nazistów na pływalnię dla żołnierzy Wermachtu. Pozostała pływalnią do 2011 roku. Dzisiaj niszczeje i stoi pusta. Są jednak plany aby przerobić ją na luksusowy hotel.

Kanciasta bryła się rozmywa. Mięknąc emituje fantomowy ból. Na tępo zakończonym spadzistym dachu oko rysuje kopuły. Po chwili znikają. Znów jest twarda. Ustawiona sztorcem siatka zabezpiecza przed osuwaniem się dachówek. W połatanych murach -pustka okien. Na nich kraty. Ponura postura przypomina więzienie. Wnętrze wypełnia gęste powietrze. Suchy basen. Zimne białe kafelki, prysznice, rury i odpływy. Cisza.

Na fasadzie wysoko nad niby oknami z luksferów odciśnięte w tkance murów litery -
p ł y w a l n i a    m i e j s k a. Przy wejściu, tuż nad głową okrągłe okienka patrzą na przechodniów.

Ani to pływalnia, ani synagoga.

Janus: Pniewy (PL)

Pniewy, ul. Poznańska 26, lipiec 2017

Na Poznańskiej 24 kilka miejsc parkingowych świeci pustką. Równoważy ją obecność dwupiętrowego budynku. Przed nim łuszczący się bordowy płot z uchyloną bramą prowadzącą na pas wyrośniętej trawy, pod ścianę. Wejście jest z boku, w cieniu. Omszałe schody pękają pod krokami, balustrada chwyta się rąk. W przybrudzonych szybach okratowanych okien bezruch. Na frontowej ścianie ślad po zdjętych tablicach. Zdradza tożsamość komisariatu milicji, później policji. Owalny po godle opiera się na prostokątnych, jak głowa na ramionach. Burą obwódką rysuje portret. Bez twarzy i bez właściwości. Portret nieistniejącego świadka.

Słoneczne czerwcowe popołudnie 1982 roku. W komisariacie czternastoletni chłopiec siedzi nieruchomo na metalowym krześle pod ścianą. Czeka.

Ściany nieme. Czasem tylko słychać dźwięk osuwających się dachówek. Przy większym wietrze spadają na budynek obok - niepozorną kostkę sąsiadującą z Hurtownią Artykułów Elektrycznych i Markową Odzieżą Używaną z Francji. Nie wyróżniałaby się, gdyby nie okrągłe okienko na miętowej ścianie wpatrujące się w komisariat.

Teraz patrzy na nie mężczyzna, który 35 lat temu czekał na milicji.

Z drugiej strony okienko rzuca trochę światła do kryjącej się wewnątrz sali. Po lewej od wejścia dominują wielkie drewniane drzwi. Zdobione mosiężnymi ornamentami i kołatkami w paszczach lwów, prowokują aby je otworzyć. Za nimi pusto, ciasno. Kiedyś mieściła się tam bryczka dawnych dzierżawców budynku, gdy za ścianą gościła część ekipy filmowej, kręcącej w latach siedemdziesiątych serial Czarne Chmury. Teraz sala zastygła. Ciemno brązowe skórzane fotele, sofa i stół, po prawej niemieckie pianino, po lewej zegar. Pulsuje tylko okienko, odbijające się w połyskujących płytkach podłogowych.

Migocze nie mogąc znaleźć sobie miejsca.

Janus: Żerków (PL)

Żerków, ul. Mickiewicza 32, marzec 2016

Położone w Szwajcarii Żerkowskiej jedno z najmniejszych miast w Wielkopolsce. Na rogu Cmentarnej i 700-lecia pojedyncze samochody parkują pod minimarketem spożywczo monopolowym. Obok zza niskiego betonowego ogrodzenia wygląda ciemne okrągłe okno. Osadzony pośrodku niewielkiej pękatej ściany czarny oczodół.

Okno absorbuje. Przyciąga. Blaszana brama jest niedomknięta. Pod krokami chrzęści szkło. Plącze się sucha trawa, świecą rozrzucone piersiówki po Krupniku. Wzdłuż zaginających się w neobarokową bryłę murów gną się stare drzewa akacji. Zdeformowane kikuty ściętych pni odbijają się w ciemnych oknach. Zamiast witraży zielone plastikowe siatki i kraty z prętów zbrojeniowych.

Od ulicy Mickiewicza budynek się podnosi. Smukła wieża z parą łukowatych okien góruje nad ulicą. Powstały w 1904 roku Kościół ewangelicki służył protestantom do zakończenia II wojny światowej. Po wojnie wichura zerwała krzyż, wisiał przez jakiś czas trzymany łańcuchem. Ze środka zniknęły organy i kaflowy piec. Zrobiło się więcej miejsca na magazyn dla GS-ów. Za dnia magazynowano, nocą rozkradano. Znikały cynkowe trumny wykopywane z usytuowanego po drugiej stronie ulicy cmentarza. Zniknął sam cmentarz, zniknął pobliski kirkut.

Budynek dawnego Kościoła tkwi na swoim miejscu. Opustoszały i przenikliwie obecny.
W sąsiedztwie wyremontowanego przedszkola, gołąbkowej willi, Minimarketu Pod Lasem i restauracji Pod Latarniami. Kilka lat temu nowy właściciel wyremontował dach, rynny są solidne. Udało się usunąć warstwę smoły ze starej podłogi. Z wnętrza sporadycznie wybrzmiewały kameralne koncerty, dźwięki gitary, polski Cohen i Mury Kaczmarskiego. Sąsiadowi się nie podobało. Wyli - mówi i dodaje, żę kończyli zawsze punkt 22.00. Spogląda na okrągłe okno.

Wcześniej kolorowy witraż serca Jezusa. Teraz czarna zamknięta migawka.

Janus: Kino Gwiazda (PL)

Poznań, Aleje Marcinkowskiego 28, wrzesień 2016

Chłodne wrześniowe popołudnie, pada. Rozmokła ziemia wygina kawałki betonu i gruzu. Spowalnia kroki. Wyciszone chmurami światło wypełnia podwórze. Ciągnące się dookoła mury spinają w narożnikach kontrastujące ściany. Ta od frontu należy do kamienicy powstałej w latach sześćdziesiątych XIX wieku, w miejscu istniejącego tu wcześniej Hotelu Bawarskiego. Wyludniona gaśnie. Obok, jak ekran świecą plecy nowej części Uniwersytetu Artystycznego. Na przeciw mokra ściana uwidacznia wyłaniające się niczym żyły pęknięcia.

Stojąc pośrodku odczuwa się kompresję. Masywne ściany napierając z przeciwległych stron zmieniają objętość przestrzeni.

Nie ma już kina Gwiazda, które działało od 1922 roku, początkowo pod nazwą Szeherezada. Do środka prowadziły betonowe schody. Znad drzwi ze skromnego szyldu witała biała gwiazda. W niewielkiej słabo wentylowanej sali twarde fotele. Ekran świecił wystarczająco. Ostatni seans odbył się w 2003 roku. Całą przybudówkę mieszczącą kino wyburzono. Został osad na murze. Ścięte cegły działowe, wystające rury, łaty różnobarwnych tynków i białe kafle resztek łazienki.

Nie znikło przejście, którym wchodzili niegdyś kinomani. Dziury i ślady po wiszących gablotach, po drugiej stronie ślepe okienko. Teraz przejeżdżają nim pracownicy Uniwersytetu Artystycznego, a przestrzeń po kinie wypełniają samochody.

W przejściu dwie bramy. Ta od strony podwórza otwiera się i zamyka na pilota. Ta od ulicy ciężka, opuszcza się. Trudno ją domknąć.

Janus: Azyl Wschód, Janus: Azyl Północ (PL)

Owińska, ul. Kolejowa 3, październik 2016

Na Kolejową skręca się przy figurze Matki Boskiej. Odziana w niebieską szatę wznosi ręce do nieba. Wzdłuż drogi ciągnie się dwumetrowy betonowy płot. Cztery warstwy gołych płyt niczego nie imitują. Mają grodzić. Po drugiej stronie ulicy szereg apatycznych domów. Okna wyższych pięter wyglądają za jezdnię na rozpościerający się za szarym ogrodzeniem park.

Październikowa wilgoć potęguje słodkawy zapach butwiejących liści. Drzewa kołyszą się spokojnie. Tylko pies w sąsiedztwie szczeka zawzięcie, wbrew stagnacji skupionych w parku obiektów. Z wysokich neogotyckich murów zioną rzędy czarnych wyrw. Organiczna czerwień cegieł uwydatnia matowość wnętrz, jak gdyby w żyjącym organizmie coś dogasało. Materia potężnych budynków promieniuje.

Do końca Pierwszej Wojny Światowej zakład w Owińskach był jedynym publicznym zakładem psychiatrycznym dla całej Prowincji Poznańskiej i jednym z najlepiej funkcjonujących w Niemczech. W międzywojennej Polsce jego gwiazda nie gasła. Pod koniec lat 30 planowano przekształcić go z detencyjnego w ośrodek o charakterze naukowo-leczniczym. Wybuch II Wojny Światowej pogrzebał plany i trwale zabarwił jego tożsamość. Naziści zamordowali pacjentów w ramach akcji T4. Od sierpnia 1943 do stycznia 1945 roku na terenie zakładu znajdował się Arbeitslager Treskau.

Puste korytarze niosą echo. Posadzki wydają się miękkie, wygładzone niezliczonymi krokami.

W 1952 roku wyremontowane budynki przeobrażono w Młodzieżowy Zakład Wychowawczy. Zamknięty w 1993. Prawie nie ma już krat. Wewnątrz powyrywano co się da, dziury zostały. W pokojach wyginające się linoleum odsłania resztki drewnianych podłóg. Na ścianach łuszczą się farby. Warstwy różnobarwnych plam układają się w fizyczne mapy. Dominuje oranż.

Osuwające się farby i tynk pylą, niosą wilgotny zapach. Pył osadza się na skórze, wchodzi w nozdrza. Po chwili zaczyna ciążyć. Jak pamięć. W korytarzu przy wyjściu coś majaczy. Ciche dźwięki dochodzą od ściany. Trzeba stanąć przy niej blisko, by usłyszeć świergot. Po drugiej stronie ściany duża woliera z krzątającymi się głośno ptakami. Ciepło, pachnie herbatą. Mieszka tu stróż, zatrudniony przez poznańską Fundację Srebrne Lata, która od 2006 roku utrzymuje kompleks przy życiu. Za szybami okien firanki i zasłony.

Wysoko na fasadzie zamurowane okrągłe okna. Nisko płyty wiórowe i deski barykadują przejścia. Na wszystkim co można by otworzyć tylko kłódki błyszczą.